Uprawa liliowców

Uprawa liliowców w ogrodzie nie nastręcza żadnych problemów. Rośliny dają sobie radę nawet pozostawione bez opieki. Wymagają tylko dużo słońca i ciepła.

Okres kwitnienia liliowców trwa około sześciu tygodni: od początku lipca do połowy sierpnia. Są odmiany, które wyłamują się z tych ram i zakwitają jeszcze wcześniej. Ze względu właśnie na zróżnicowane pory kwitnienia odmian liliowców dokonano ich klasyfikacji i utworzono 6 grup oznaczanych w opisach powszechnie przyjętymi wśród hodowców skrótami z języka angielskiego:

  • EE – Extra Early – bardzo wczesny
  • E- Early – wczesny
  • EM – Early to Midseason – średniowczesny
  • M – średni
  • ML (MLa) – Midseason to Late – średniopóźny
  • L (La) – Late – późny

Nie można pominąć innej jeszcze klasyfikacji liliowców, mianowicie ze względu na trwałość liści. Są bowiem odmiany, które wyraźnie kończą swój wzrost jesienią i zapadają w okres spoczynku do następnej wiosny, a liście obumierają na zimę. Ten typ liliowców określa się jako Dormant. Odmiany, które nie mają tak wyraźnie zaznaczonego okresu spoczynku i cały czas mają zielone ulistnienie, to Evergreen. Są też odmiany o cechach pośrednich i klasyfikuje się je jako Semi-Evergreen (SE). W literaturze i w internecie można zwykle spotkać zalecenia, aby w klimacie Polski odmiany należące do grupy Evergreen lub Semi-Evergreen okrywać na zimę. Moje doświadczenie jednak jest takie, że nawet odmiany zaliczane do grupy Evergreen, a więc uznawane za wrażliwsze na mróz od pozostałych, wytrzymały wszystkie ostatnie zimy bez żadnego okrycia, nawet bez pokrywy śnieżnej podczas dużych mrozów. To dodatkowa zaleta liliowców.

Inne moje spostrzeżenie dotyczy tego, że nie wszystkie odmiany wykwitają (jeśli można tak powiedzieć) należycie. Chodzi mianowicie o to, że kwiaty niby się pojawiają, ale nie rozwijają się do końca, jakby zabrakło im dnia, a raczej ciepła i światła, bo tylko w takie ciepłe i słoneczne dni zdarzało się, że kwiat niemal w pełni się rozwinął bez żadnej skazy. Na szczęście w moim ogrodzie dotyczy to zaledwie 2-3 odmian wyhodowanych na Florydzie. Możliwe, że po przesadzeniu w bardziej odpowiednie miejsce będą kwitnąć zgodnie ze zdjęciami w katalogach.

To nie koniec klasyfikacji 🙂

Diploidy i tetraploidy. Ten podział ma znaczenie w zasadzie tylko dla hodowców, ponieważ dotyczy to genetyki liliowców. Diploidy mają 22 pary chromosomów, a tetraploidy dwa razy więcej, czyli 44 pary. Kto by chciał wyhodować nowe odmiany krzyżując odmiany diploidalne z tetraploidalnymi, ten raczej jest bez szans. Podstawową zaletą większości odmian diploidalnych jest szybkie rozrastanie się kęp, dzięki czemu szybko można uzyskać efekt obfitości kwiatów i dzielić kępy. Zaletami odmian teraploidalnych jest bogactwo kolorystyczne kwiatów, kształt, wielkość i struktura płatków kwiatów, które są jakby sztywniejsze oraz większa odporność na suszę. To sprawia, że większość hodowców zajmuje się obecnie hodowlą odmian tetraploidalnych.

Wymagania pokarmowe:

Liliowce bardzo dobrze rosną na glebach o dużej zawartości materii organicznej. Dlatego ważne jest wzbogacanie gleby kompostem i nawozami organicznymi. Potrafią rosnąć prawie na każdym typie gleby. W literaturze i w internecie podawane są informacje, że najlepszy dla liliowców skład mieszanek nawozowych NPK to 1:1:1, czyli typowy dla bylin. Liliowce należą jednak do roślin jednoliściennych, podobnie jak trawy i mają podobne wymagania pokarmowe, trochę różne od typowych bylin. Biorąc pod uwagę tylko proporcje makroskładników nawozowych NPK, zalecany skład mieszanek nawozowych to 3(4):1:2.

Optymalny odczyn pH gleby to 6,2-6,8.

Bardzo ważna jest woda. Choć liliowce potrafią dobrze rosnąć także w miejscach suchych i na glebach zdegradowanych, obfite kwitnienie i dorodne kwiaty zapewni tylko odpowiednie zaopatrzenie roślin w wodę.

Sadzenie:

Liliowce można sadzić lub przesadzać praktycznie w ciągu całego okresu wegetacji, nawet kiedy kwitną. Najlepszą porą jest jednak wczesna wiosna lub okres po zakończeniu kwitnienia do wczesnej jesieni.

Najobficiej kwitną rozrośnięte kępy, 3-5 letnie. Pozostawianie w jednej kępie przez wiele następnych lat, może spowodować nadmierne zagęszczenie liści i drobnienie kwiatów. Nie bez znaczenia będzie wtedy fakt, że tak wielkie i gęste kępy trudno będzie podzielić bez konieczności użycia ostrego szpadla lub noża. Dlatego lepiej pilnować wcześniejszego dzielenia kęp.

Literatura zaleca sadzenie liliowców w rozstawie 60-100 cm. Osobiście uważam, że w takiej rozstawie można sadzić odmiany silnie rosnące i wysokie lub gdy sadzimy sadzonki pojedynczo, tj. po jednej sadzonce z odmiany i chcemy zachować pewne odstępy między kępami. W przypadku większości odmian odstępy te można zmniejszyć do 40-60 cm.

Jeśli chcemy jednak uzyskać szybko efektowne nasadzenie, powinniśmy od razu posadzić kilka kłączy tej samej odmiany w odstępie 20-30 cm. Sadząc w ten sposób 3-5 kłączy uzyskać można podobny efekt, jaki otrzymuje się po posadzeniu jednego kłącza dopiero po 3 latach. Podobnie posadzenie 5-9 kłączy w takich samych odstępach można porównać z efektem, jaki powstanie dopiero ok. 5 lat po posadzeniu jednego kłącza! Przy tym sposobie sadzenia warto zachować większe odstępy między poszczególnymi kępami złożonymi z jednej odmiany, aby nie mieszały się z odrostami sąsiednich odmian/kęp.

Natomiast jeśli sadzimy pojedyncze odmiany, lepiej zachować większe odstępy między przyszłymi kępami i sadzić sadzonki w odstępie 2-3 stóp jedna od drugiej. Na pierwszy rzut oka wydaje się to rzadko, ale rośliny szybko rosną i za 2 lata będą to już spore kępy. Ponadto duże liście będą miały miejsce na swobodne rozrastanie się, dzięki czemu kępy będą się ładniej prezentować. Ponieważ niektóre odmiany wydają odrosty nawet w sporej odległości od macierzystej kępy, taka odległość zapewni niemieszanie się odmian, bo po kierunku ułożenia się odrostu prawie zawsze będzie można rozpoznać, do której kępy należy i ten odrost można oddzielić i np. przesadzić w inne miejsce lub komuś podarować.

Po wykopaniu dołka usypujemy mały pagórek pośrodku, na którym rozkładamy korzenie liliowca. Następnie dosypujemy ziemi tak, aby korona korzeni, czyli miejsce, z którego one wyrastają, pozostawała na głębokości 1-2 cm poniżej powierzchni gleby.

Choroby i szkodniki

Na szczęście dla amatorów liliowców nie ma tego wiele i zbyteczne jest stosowanie środków chemicznych.

Rdzawa plamistość liści (Cladosporium gracile) nie sprawia większych kłopotów w klimacie Polski, ponieważ zarodniki nie są zimotrwałe. Tylko liście mogą mieć defekt w postaci rdzawe smug i plam.

Sporadycznie mogą pojawiać się larwy muchówek (Contarinia cinqenotata) powodujące opuchliznę, degenerację i zamieranie zawiązków pąków. Zwykle wystarczy usunięcie i zniszczenie uszkodzonych pąków z larwą w środku. W zwalczaniu tego szkodnika pomagają pająki i owady z rodziny błonkówek. Przy dużym nasileniu można zwalczać chemicznie. Najlepsze efekty dają tu systemiczne środki chemiczne zawierające jako substancję aktywną thiacloprid lub acetamiprid, np. Calypso 480 lub Provado Plus, ponadto przy odpowiednio wczesnym stosowaniu skuteczne są środki chemiczne o działaniu kontaktowym: Decis lub Ambusz.

[Aktualizacja 11 lipca 2015 r.]
W tym roku zanotowałem masowe pojawienie się uszkodzeń pąków. Niektóre wcześnie kwitnące kępy zostały w tak dużym stopniu zaatakowane, że nie pojawił się żaden normalnie rozwinięty kwiat.

W miejscach zacienionych i nadmiernie wilgotnych pewne straty może wywołać mokra zgnilizna (Erwinia carotovora) atakująca podstawę pędów tuż przy ziemi. Zatem trzeba pilnować głębokości sadzenia i regularnego dzielenia kęp, co jest wystarczającym środkiem zapobiegawczym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *